Education under Occupation – Part II – Access

Kolejny film pokazujący smutną codzienność palestyńskich dzieci zmierzających do szkoły.
Podczas swojego pobytu w Palestynie miałem okazję obserwować wiele sytuacji gdy palestyńscy uczniowie napotykają na trudności w drodze do szkoły. Obserwowałem jak są zmuszone przechodzić przez kanał ściekowy przechodzący pod ruchliwą drogą, która odcięła ich wioskę od szkoły, wizytowałem także szkołę w An-Nabi Samwil i poznałem Janę – bohaterkę zamieszczonego filmiku.
Jana nie jest bynajmniej najgrzeczniejszym dzieckiem na świecie, nie jest też najlepszą uczennicą jaką widziałem. Powiedziałbym nawet, że jest pełnym energii, szkolnym rozrabiaką, którego zawsze i wszędzie jest pełno… jej ulubionym momentem dnia jest przerwa między lekcjami, gdy może grać w piłkę i ganiać się z innymi dziećmi po prowizorycznym, malutkim placu zabaw. Pozornie Jana jest najnormalniejszym dzieckiem, takim jak każde polskie dziecko wolące się bawić zamiast uczyć. Co jednak stanie się z psychiką tej małej ruchliwej dziewczynki w wyniku codziennego przekraczania checkpointów, uczenia się w szkole ogrodzonej wysoką siatką z drutem kolczastym, wepchniętej pomiędzy domy osadników żydowskich? Czy zdobywana w szkole wiedza zdoła się utrwalić w obliczu ciągłego stresu na jaki narażone są palestyńskie dzieci?

Zwykły wpis

Kto otruł Arafata?

Jasir Arafat, najważniejsza postać w palestyńskiej historii, niekwestionowany symbol swego narodu i wieloletni lider palestyńskiej polityki wrócił na czołówki gazet. Stało się tak dzięki dochodzeniu zleconemu przez katarską stację telewizyjną Al Jazeera, która postanowiła zbadać sprawę nagłej i zagadkowej śmierci „Mr. Palestine”.

Graffiti z wizerunkiem Arafata - CP Qalandia

Graffiti z wizerunkiem Arafata – CP Qalandia

Już w 2004 roku gdy Arafat podupadł na zdrowiu a następnie szybko zmarł w jednej z najlepszych klinik na świecie spekulowano, że został otruty. Jednak przez lata nikt nie podjął się zadania wyjaśnienia przyczyn tego zagadkowego zgonu. Świat, ale i sami Palestyńczycy szybko zajęli się innymi sprawami. Dopiero w listopadzie 2011 r. jeden z dziennikarzy Al Jazeery podczas spotkania z wdową po Arafacie – Suhą – podjął ten temat i rozpoczęło się dziennikarskie śledztwo. Początkowo przebadano jedynie ubrania, które nosił palestyński lider tuż przed śmiercią. Z uwagi na fakt, iż nie wykryto żadnych konwencjonalnych trucizn przeprowadzono testy na bardziej wyszukane, w tym polon-210, którym został otruty w 2006 r. Aleksandr Litwinienko. Pozytywne wyniki badań doprowadziły do sytuacji, w której rozpoczęła się „walka” o ekshumację Arafata i przeprowadzenie badań na jego szczątkach.

Początkowo władze Autonomii Palestyńskiej stanowczo się temu sprzeciwiały, a poszczególni oficjele otwarcie mówili, że jest ona niepotrzebna, bo Palestyńczycy i tak wiedzą jaka jest prawda. Suha Arafat, wspierana przez Al Jazeerę nie ustawała jednak w swym uporze i ostatecznie dokonano ekshumacji i pobrano 20 próbek ze szczątków byłego palestyńskiego lidera, które trafiły do ośrodków badawczych w Szwajcarii, Rosji i Francji. W listopadzie 2013 r. pierwsze dwa ośrodki wydały raporty dotyczące ekspertyz.

Zdaniem naukowców ze Szwajcarii wyniki badań mogą sugerować, że Arafat faktycznie został otruty polonem-210, gdyż stężenie tego pierwiastka w niektórych z jego szczątków znacznie przekracza przyjęte normy (poziom stężenia polonu przekraczał normę przynajmniej 18-krotnie). Szwajcarzy nie chcieli jednak kategorycznie wskazać, że niepodważalną przyczyną śmierci palestyńskiego lidera był właśnie polon, choć uważają, że jest to wysoce prawdopodobne.

Zupełnie inne oświadczenie wydał natomiast zespół rosyjski, który w swym raporcie oświadczył, że przeprowadzone przez nich ekspertyzy nie pozwalają na potwierdzenie, ale i zaprzeczenie tezy o otruciu polonem. Niemniej z przechwyconego przez Al Jazeerę tajnego raportu wynika, że Rosjanie zbadali jedynie 4 z 20 próbek, a ich dobór był co najmniej zastanawiający, gdyż pochodziły one z fragmentów ciała, w których pierwiastki takie jak polon są niezwykle trudne do wykrycia.

Francuski zespół nadal nie wydał swojego oświadczenia w powyższej sprawie i na razie nie wiadomo, kiedy to nastąpi, niemniej z uwagi na podejrzenie, że Jasir Arafat mógł zostać zamordowany, francuski wymiar sprawiedliwości rozpoczął dochodzenie w tej sprawie.

Grób Arafata - Ramallah

Grób Arafata – Ramallah

Cała sprawa jest niezwykle delikatna, nie wiadomo czy kiedykolwiek uda się stuprocentowo potwierdzić lub obalić tezę o otruciu Arafata polonem, najprawdopodobniej nie dowiemy się również, kto stał za potencjalnym zabójstwem. Do substancji takich jak polon mają bowiem dostęp jedynie rządy niektórych państw, więc wyjaśnienie takiej sprawy mogłoby wywołać niebezpieczne konsekwencje dla całego regionu.

Choć Izrael stanowczo odcina się od jakichkolwiek powiązań ze śmiercią Arafata to naturalnym jest, że to właśnie to państwo jest wymieniane jako najbardziej prawdopodobny sprawca – tak przez przeciętnych Palestyńczyków, jak i przez niektórych decydentów Autonomii Palestyńskiej. Ciekawa jest natomiast zmiana w poglądach mieszkańców Zachodniego Brzegu Jordanu, którzy po ujawnieniu wyników badań powszechnie i jawnie oskarżają także ówczesnych współpracowników Arafata.

„Za zabójstwem stał Izrael, to pewne, ale współpracowali z nim politycy Autonomii. To oni chcieli odsunąć Arafata i uzyskać dostęp do władzy i pieniędzy” – mówi Hira, właścicielka szkoły nauki jazdy. To zdanie podziela jej mąż Samir, ale i wielu Palestyńczyków, szczególnie tych zawiedzonych rządami Fatahu i wątpiących w proces pokojowy.

Dżamal, właściciel sklepu z wyrobami skórzanymi jest nawet bardziej konkretny – „Za zamachem stoi Abbas i Dahlan. To oni najwięcej skorzystali na śmierci Arafata.” Jednym tchem dodaje również, że „truciznę dostali od Izraela, sami nie mieli do niej dostępu.”

W taką wersję wydarzeń wierzą również niektóre osoby blisko związane z Fatahem i do niedawna bezgranicznie oddane partii i obecnemu prezydentowi Mahmudowi Abbasowi. Jest wśród nich Nadżah, mieszkaniec jednego z hebrońskich obozów uchodźców, który szybko ucina niewygodną konwersację – „Politycy kłamią, wszyscy, bez wyjątku.”

Choć niekiedy pojawiają się także inne typy, często raczej nie poparte żadnymi przemyśleniami, takie jak ten Hasana, który bez namysłu rzuca „USA i Izrael, to oni odpowiadają za to, co dzieje się w Palestynie”, to zdecydowana większość Palestyńczyków podejrzewa zmowę izraelskich i palestyńskich decydentów. Co ciekawe, mieszkańcy Zachodniego Brzegu Jordanu, zazwyczaj niechętnie mówiący o swoich przekonaniach politycznych, nie kryją w tym przypadku swych opinii i nie szczędzą krytyki obecnie rządzącym. Lecz czy można się temu dziwić w obliczu braku jakichkolwiek perspektyw na poprawę ich sytuacji, gdy w tym samym czasie rosną kolejne osiedla żydowskie, ale i wielkie wille liderów Fatahu?

Mauzoleum Arafata - Ramallah

Mauzoleum Arafata – Ramallah

Zwykły wpis

Niedaleko od Hebronu, tuż przy południowym krańcu Zachodniego Brzegu Jordanu, znajduje się pustynny region zwany Masafer Yatta. Składa się on z 12 małych wiosek zamieszkiwanych przez niewielką społeczność Palestyńczyków. Uważa się, że słowo „masafer” ma związek z arabskimi określeniami na „podróżowanie” lub „nic”, gdyż wierzono że w tym regionie nic nie ma szans przeżyć.

Jak się jednak okazuje nie tylko da się żyć w tym rejonie, lecz także wydaje się on mieć niezwykłe znaczenie, tak dla Palestyńczyków jak i władz Izraelskich. Palestyńczycy chcą po prostu pozostać na swoich ziemiach i dalej prowadzić proste życie pasterzy. Izraelczycy wiążą z Masafer Yattą zupełnie inne plany. Z uwagi na fakt, iż tereny te znajdują się w tzw. Strefie C pozostającej pod pełną kontrolą izraelską, dalsze losy mieszkańców pozostają w rękach rządu Netanjahu.

Przyszłość nie maluje się jednak kolorowo. Msafer Yatta znajduje się bowiem w tzw. „Firing Zone 918” czyli obszarze, który ma być wykorzystywany przez izraelską armię do szkolenia żołnierzy i testowania broni. Nie byłoby to tak kontrowersyjne gdyby nie fakt, iż ogromna część Zachodniego Brzegu Jordanu pozostająca pod pełną kontrolą Izraela (około 61% tego terytorium) jest właśnie przeznaczona do takich celów. Nie byłoby w tym również nic co mogłoby niepokoić lokalną ludność gdyby nie permanentne odrzucanie wniosków o pozwolenie na budowę, a także nakazy wyburzenia już istniejących zabudowań.

Taki los grozi mieszkańcom Masafer Yatty, gdzie z 12 osad aż 8 jest przeznaczonych do rozbiórki, a ich mieszkańcy nie mają gdzie się podziać. Sprawa znalazła się w izraelskim sądzie, co odroczyło na jakiś czas groźbę wyrzucenia Palestyńczyków z ich ziemi, lecz wygranie tej batalii nie będzie proste.

W całym biurokratycznym bałaganie i w tej nieczystej politycznej grze nikt nie zwraca nawet uwagi na dzieci z Masafer Yatty. Dzieci, które każdego dnia wychodzą ze swych prowizorycznych domów (a właściwie czegoś co bardziej przypomina namiot) i podążają przez górzystą pustynię do szkoły. Część z nich jest zbyt mała lub mieszka zbyt daleko, by samodzielnie do niej dotrzeć. Z pomocą tym małolatom przychodzi UNICEF i inne organizacje międzynarodowe, które zapewniają transport i ochronę podczas podróży. Niestety zdarza się bowiem, że izraelscy żołnierze zatrzymują samochód z dziećmi w niewiadomym celu, a nawet biją kierowcę.
Tak więc kolejne pokolenie Palestyńczyków musi dorastać w warunkach gdzie nie tylko odległość od prowizorycznej i słabo wyposażonej szkoły, lecz również okupacyjne warunki stają się problemem w drodze po wiedzę.

IMG_6531_edited

IMG_6556_edited

IMG_6562_edited

IMG_6578_edited

IMG_6585_edited

IMG_6593_edited

IMG_6594_edited

IMG_6540_edited

IMG_6538_edited

IMG_6599_edited

IMG_6610_edited

Dzieci Palestyny – Masafer Yatta

Galeria

Droga do szkoły przeciętnego palestyńskiego dziecka mieszkającego w Hebronie niczym nie przypomina tej, którą każdy z nas przebywał w swojej młodości. Nikomu z nas nie przyszłoby nawet do głowy, że poza pokusą pójścia na wagary, młodzi Palestyńczycy muszą pokonać jeszcze jedną poważną przeszkodę na swojej drodze po wiedzę. Tą przeszkodą jest „checkpoint”, strzeżony przez izraelskich żołnierzy bądź straży granicznej (mimo iż znajduje się on w samym centrum palestyńskiego Hebronu, oddalonego kilkadziesiąt kilometrów od „zielonej linii” mającej stanowić przyszłą granicę).

Poza oczywistym utrudnieniem jakie stanowi konieczność przejścia przez wykrywacz metalu, a niekiedy sprawdzeniem czy w plecaku ucznia podstawówki nie jest przypadkiem przenoszona „terrorystyczna kontrabanda”, uczniowie codziennie muszą zmagać się ze strachem wywoływanym przez uzbrojonych żołnierzy. A ci bynajmniej nawet nie starają się być choć odrobinę przyjaźni.

1380637_10153351241405182_1369604948_n

Część dzieci przez lata zdążyła już przywyknąć do tych „chorych” warunków okupacji i traktuje „checkpointy” jako coś normalnego. Część z nich, w szczególności młodzi chłopcy, starają się pokazać, że są już dorośli i wpisać się w trend walki o wolną Palestynę. Najlepszym na to sposobem, w ich opinii, jest rzucanie kamieni w kierunku „checkpointu”. Większość z nich jest zbyt młoda by dorzucić kamieniem do izraelskich żołnierzy, a strach związany z możliwością aresztowania powoduje, że zanim jeszcze wypuszczą kamień z ręki już zaczynają uciekać. Palestyńczycy widzą jednak w ich zachowaniu ideały intifady, chęć patriotycznej walki o ojczyznę.

Choć zachowanie młodych chłopców z europejskiej perspektywy jest po prostu głupie i nie przynosi żadnych korzyści, to reakcja na nie izraelskich żołnierzy i straży granicznej wychodzi poza wszelkie granice.

Jakim mianem można bowiem określić rzucenie granatów hukowych w tłum dzieci? Jak można wytłumaczyć użycie gazu łzawiącego w stosunku do dzieci, nawet jeśli część z nich nieudolnie rzuciło kilka kamieni? Jak nieczułym trzeba być, by w celu „ukarania” i wystraszenia kilku młodych „rozrabiaków” naraża się zdrowie uroczych maluchów maszerujących za rączkę ze swoim starszym rodzeństwem w drodze do przedszkola lub szkoły? Po przeszło dwóch miesiącach spędzonych w Hebronie, po wielu rozmowach z żołnierzami, osadnikami żydowskimi, Izraelczykami i Palestyńczykami, wciąż nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytania…

IMG_5296

IMG_6026_edited

IMG_6350_edited

IMG_6277_edited

IMG_6302_edited

IMG_6306_edited

IMG_6279_edited

Dzieci Palestyny #3

Galeria

W zeszłą środę sędzia sądu magistratu Jerozolimy orzekł, że podczas policyjnych przesłuchań małoletnich Palestyńczyków mogą być obecni ich rodzice. To co z europejskiej perspektywy wydaje się czymś jak najbardziej naturalnym i zrozumiałym było dotychczas, w Izraelu i na terenach okupowanych, nie do pomyślenia.

Czy ta decyzja jednego z sędziów wpłynie na lepsze i bardziej ludzkie traktowanie zatrzymanych nieletnich Palestyńczyków? Jak dotąd można zaobserwować wzrost zatrzymań i aresztowań nieletnich co niestety nie napawa optymizmem.

1381334_10153342559750182_770411081_n

529195_10153343107345182_1847344534_n

1380252_10153342807470182_2111041005_n

564475_10153343049240182_1763457296_n

1381459_10153335753315182_1855522166_n

IMG_5276_edited_edited

IMG_5359_edited

Dzieci Palestyny #2

Galeria

Żołnierz też człowiek

Od pewnego czasu w Hebronie stacjonuje około 1000 izraelskich żołnierzy z brygady Givati. Spotkać ich można na większości punktów kontrolnych (tzw. „checkpointach”), a także w całej strefie H2 podczas patroli. Nie jest zatem niczym szczególnym możliwość zamienienia z nimi kilku zdań, choć na ogół żołnierze nie są zbyt rozmowni, szczególnie jeśli poruszy się tematy okupacji czy praw człowieka.

Zdarza się jednak, że oni sami starają się zagaić rozmowę, dopytują o pracę wolontariuszy czy sytuację w kraju ich pochodzenia. Stosunkowo łatwo dowiedzieć się wówczas jakie poglądy ma dany żołnierz, co wie o świecie i jak postrzega swoją rolę w Hebronie. W przeważającej większości ci młodzi chłopcy (zazwyczaj Izraelczycy pełniący służbę wojskową mają około 20 lat) nie są na tyle dojrzali i wykształceni by solidnie uargumentować swe poglądy. Nie mają wystarczającej wiedzy z zakresu prawa międzynarodowego by móc polemizować na temat legalności okupacji i osadnictwa żydowskiego na Zachodnim Brzegu Jordanu. Jeśli jednak trafi się na takich, którzy mają szerszą wiedzę i faktycznie chcą rozmawiać można uciąć sobie miłą i rzeczową pogawędkę.

I właśnie taki przypadek chciałem opisać. Pominę tu wiele rozmów, z których mogłem się dowiedzieć, że na zachód od rzeki Jordan leży Izrael i tylko Izrael, że ta ziemia należy do Żydów, bo nadał im ją Bóg, czy też że Polacy to naziści, bo w Polsce były obozy koncentracyjne lub zakazany jest ubój rytualny. Chcę tu przedstawić dwóch żołnierzy z brygady Givati, których od prawie dwóch miesięcy regularnie spotykam podczas monitorowania drogi palestyńskich dzieci do szkoły Cordoba.

Mimo, iż znamy się z widzenia i mimo, iż prawie każdego dnia sprawdzają mój paszport oraz dokładnie znają moje dane osobowe czy obywatelstwo nigdy nie udało się nam nawiązać dłuższej rozmowy. Do dziś. Nie wiem, co wpłynęło na tę zmianę, być może cieplejszy dzień po kilkudniowym ochłodzeniu, może lepszy nastrój, a może odprężenie po tygodniowych zamieszkach, jakie obserwowaliśmy w Hebronie pod koniec września. Powód nawiązania rozmowy nie jest jednak ważny, tak samo jak to, że jeden z żołnierzy miał polskie korzenie. Istotne jest to, że rozmawialiśmy jak normalni ludzie.

Zaczęło się standardowo – pytaniem o paszport i kraj pochodzenia. Oczywiście, jak w większości przypadków, oglądający wizę Givati pomylił Polskę z Holandią i wielkim zdziwieniem było dla niego, że Warszawa nie leży w Niderlandach. Szybko jednak wyjaśniliśmy nieporozumienie i tak rozpoczęła się nasza konwersacja.

Posiadający polskie korzenie żołnierz spytał czy słyszałem, co stało się w Warszawie podczas II wojny światowej. Oczywistym było, że chodziło mu o powstanie w getcie, lecz postanowiłem wspomnieć także o późniejszym powstaniu warszawskim oraz fakcie, iż podczas wojny w obozach koncentracyjnych zginęła ogromna liczba Polaków.

Pełniący służbę na „checkpoincie” żołnierze chcieli się także dowiedzieć co dokładnie robię w Hebronie. Nie miałem wątpliwości, że doskonale wiedzą, jakie jest zadanie obserwatorów praw człowieka i że jest to dopiero wstęp do dalszych pytań. Jak się okazało miałem rację.

Wspomniany wyżej potomek polskich Żydów dopytywał, dlaczego monitorujemy „tylko” incydenty, w których izraelska armia zatrzymuje Palestyńczyków, sprawdza nad wyraz długo ich dokumenty czy przeszukuje plecaki małych dzieci idących do szkoły. Ku jego zdziwieniu zaprzeczyłem temu i pokazałem zdjęcia w moim aparacie, na których widać jak żołnierze grają z dziećmi w piłkę czy przybijają „piątkę”. Zapewniłem go również, że zarzuty o stronniczość i demonizowanie Izraela są bezpodstawne, przynajmniej jeśli chodzi o działalność EAPPI.

IMG_1939_edited

Tym razem to ja się zdziwiłem, gdy zobaczyłem minę obu żołnierzy i ich entuzjazm z jakim zaczęli zadawać kolejne pytania, zapominając o codziennych obowiązkach, piszczącym wykrywaczu metalu, który zazwyczaj powoduje, że nawet najmłodsze dzieci muszą pokazać zawartość swych szkolnych plecaków.

Ja również nie ukrywałem zadowolenia z podjętej dyskusji i starałem się jak najlepiej przedstawić swoje poglądy na sytuację na Zachodnim Brzegu Jordanu i w Izraelu. Choć moi rozmówcy początkowo nie zgodzili się, że po obu stronach konfliktu są jednostki, a nawet całe grupy ludzi, którzy nie chcą pokoju i widzą stronę przeciwną jako śmiertelnych wrogów, to już po chwili przyznali mi rację, że te mniejszości często dochodzą do głosu i decydują o polityce Izraela i Palestyny.

Zaskakująca była dla nich także informacja, że wielu Palestyńczyków nie myśli wyłącznie o spychaniu Żydów do morza, lecz chciałoby mieszkać z nimi w jednym kraju, na takich samych zasadach i posiadając takie same prawa. Sama idea jednego państwa dla dwóch narodów usłyszana z ust obcokrajowca wydawała im się czymś niesłychanym.

Przełomowym momentem rozmowy okazało się jednak moje pytanie, co woleliby teraz robić – rozmawiać ze mną na „checkpoincie” trzymając naładowaną broń czy popijać drinki w tel awiwiskim barze i rozmawiać jak spędziliśmy weekend. Po raz pierwszy zobaczyłem na twarzach tych młodych ludzi szczery uśmiech i natychmiastową odpowiedź – „oczywiście, że wolelibyśmy być w Tel Awiwie”.

Dalej rozmowa potoczyła się już gładko i naprawdę przyjacielsko. Givati chętnie rozmawiali o muzyce, imprezach, nocnym życiu w Tel Awiwie, plażach Netanji skąd pochodzili. Przy okazji dyskusji o kinematografii powrócił temat Warszawy i warszawskiego getta. Posiadający polskie korzenie żołnierz był bowiem pod ogromnym wrażeniem filmu „Pianista” Romana Polańskiego. Okazało się jednak, że kraj jego rodziców odwiedził jedynie przy okazji szkolnej wycieczki „śladami holokaustu”. Wraz ze swoim kolegą zapewnił jednak, że po skończeniu służby wojskowej planuje podróż po Europie i chętnie odwiedziłby również Polskę, lecz jako zwykły turysta. Odniosłem wrażenie, że po wcześniejszej wymianie opinii o imprezach i życiu nocnym w Izraelu i Polsce faktycznie jest zainteresowany zobaczeniem innej strony kraju nad Wisłą.

Mam nadzieję, że ci dwaj młodzi Izraelczycy faktycznie odwiedzą Polskę, zobaczą świat z innej perspektywy, pozbawionej wszechobecnego przekonania o życiu w ciągłym zagrożeniu i strachu. Może właśnie to nasza rozmowa będzie pierwszym krokiem, który pozwoli im odciąć się od nienawistnej retoryki obecnej w stosunkach izraelsko-palestyńskich. Stosunkach polegających zazwyczaj na ścieraniu się obu narodów na „checkpointach” czy podczas operacji militarnych, a nie na relacjach sąsiedzkich. Nie mam wątpliwości, że gdyby młodzi Palestyńczycy i młodzi Izraelczycy zaczęli żyć obok siebie bez wpajanej im przez starsze pokolenia nienawiści do siebie nawzajem to po pewnym czasie większość z nich widziałaby nie śmiertelnych wrogów, lecz normalnych ludzi.

Nie mam jednak wątpliwości, że ta chwila szybko nie nadejdzie, że rany w obu narodach są zbyt głębokie i świeże. Spodziewam się, że już jutro na „checkpoincie” moi „znajomi” poproszą mnie ponownie o pokazanie paszportu by sprawdzić, czy przypadkiem moja wiza przez noc nie straciła ważności. I tak dalej będziemy grać w tę irracjonalną grę, w której nie da się wygrać, a każdy bez wyjątku przegrywa.

Zwykły wpis