Hebron – 1.11.2013

Mieszkając w Hebronie nigdy nie można się nudzić. Ciężko jest również cokolwiek zaplanować – tu sprawdza się idealnie arabskie powiedzenie „insha’allah” (jeśli Bóg zechce / miejmy nadzieję).

Taki był również dzisiejszy piątek, dzień wolny od pracy, w którym wielu Palestyńczyków udaje się do meczetu i spędza czas z rodziną. Od rana miałem nadzieję, że to właśnie dziś uda się uniknąć kolejnych salw gazu łzawiącego w pobliżu palestyńskich szkół (jak miało to miejsce przez cały zeszły tydzień). Liczyłem, że z powodu opadów deszczu hebrońscy osadnicy żydowscy nie będą również zbyt aktywni i zostaną w domach. Nie miałem także ochoty na konwersacje z izraelskimi żołnierzami czy strażą graniczną.

Niestety, moje nadzieje rozwiane zostały jeszcze przed południem, gdy monitorowałem dostęp do miejsc kultu religijnego (meczetu Abrahama). Choć udało mi się przejść „checkpoint” w kamizelce z logo EAPPI i stanąć w dogodnym miejscu obserwując Palestyńczyków wchodzących do meczetu (by tam wejść muszą przekroczyć dwa punkty kontrolne) to już po 10 minutach pojawił się dowódca i nerwowo wezwał mnie do siebie.

Powtórzyła się sytuacja z domniemanym zakazem noszenia kamizelek, którą opisałem niemalże równo dwa miesiące temu („Kamizelki nie są w modzie„). Dowódca nie był oczywiście w stanie sensownie wytłumaczyć zakazu, powoływał się na podobno istniejący rozkaz, który jednak nigdy i nigdzie nie jest dostępny w formie pisemnej. Postanowił on chwilę ze mną porozmawiać, a raczej przedstawić swoją wizję świata. Zaczęło się standardowo od pytania skąd jestem. Na słowo Polska brodaty oficer straży granicznej wyraźnie się zmarszczył, więc spytałem czy tam był i czy mu się podobało. „Nie lubię Polski” – odpowiedział. Na pytanie dlaczego, po namyśle odburknął „pogoda nie jest tam dobra”.

Trudno polemizować z takim argumentem, bo faktycznie w porównaniu z Hebronem polska aura nie da się lubić. Po chwili usłyszałem jednak, że Unia Europejska stosuje podwójne standardy. Takie oświadczenie wyraźnie mnie zainteresowało więc spytałem o co mu konkretnie chodzi. W tym momencie „brodacz” odsłonił swoje prawdziwe oblicze i udowodnił jaki ma stosunek do innych ludzi. „Nie zrozumiesz bo nie masz mózgu” – usłyszałem.

Po wcześniejszych wielokrotnych rozmowach z izraelskimi żołnierzami, którzy uważają każdego Polaka za nazistę (przecież obozy koncentracyjne były w Polsce…) wcale mnie taka opinia nie zdziwiła.

Z uśmiechem na ustach zapewniłem dowódcę straży granicznej, że się myli i grzecznie (w przeciwieństwie do niego) poprosiłem ponownie o wyjaśnienie o co mu konkretnie chodzi. „Krew dzieci jest przelewana w meczetach w Syrii i Iraku, 50-60 osób każdego dnia. A wy przyjeżdżacie tutaj. Po co tu jesteście” – odburknął wyraźnie zdenerwowany, po czym rzucił kilka słów po hebrajsku w kierunku innych funkcjonariuszy straży granicznej i odszedł.

Niestety usprawiedliwianie okupacji i stosowania przemocy wobec Palestyńczyków wydarzeniami w innych krajach jest tu nagminne. Izraelczycy z pasją powtarzają, że Palestyńczykom jest tu tak dobrze, że w porównaniu z Iranem, Syrią czy Arabią Saudyjską mają wiele praw i są wolnymi ludźmi.

Jak się jednak okazało rozmowa z dowódcą straży granicznej była jedynie wstępem do „ciekawego” dnia.

Tuż przed zachodem słońca cała hebrońska drużyna EAPPI udała się do Wadi al-Hussein, gdzie dla odmiany monitorowaliśmy sytuację podczas cotygodniowego przemarszu osadników żydowskich z osiedla Kiryat Arba do synagogi. Po chwili rozdzwoniły się nasze telefony.

Wolontariusze z innych organizacji i nasi palestyńscy znajomi poinformowali nas, że osadnicy żydowscy wtargnęli do palestyńskiego przedszkola, próbowali zastraszyć przebywających tam pracowników, po czym wezwali policję… która oczywiście zaaresztowała 2 Palestyńczyków (w tym 15 letniego chłopca), a nie intruzów. Na szczęście jeden z nich został od razu zwolniony (zarzucano mu pracę bez pozwolenia!), a 15-latek niedługo później. Choć wydaje się to totalnie irracjonalne takie sytuacje w Hebronie to codzienność. Izraelska armia, straż graniczna i policja choć teoretycznie powinny być obiektywne i strzec porządku i interesów zarówno osadników żydowskich jak i Palestyńczyków, to w praktyce zawsze, bez wyjątku staje po stronie tych pierwszych.
[film z incydentu w przedszkolu]

Gdyby tego było mało w centrum Hebronu wybuchły zamieszki. Po krótkiej naradzie podjęliśmy decyzję, że część z nas zostanie by dalej monitorować przemarsz osadników żydowskich z osiedla Kiryat Arba, a część sprawdzi co faktycznie dzieje się w centrum. Podczas gdy zbliżaliśmy się do miejsca zamieszek co chwila rozlegał się huk wystrzeliwanych kanistrów z gazem łzawiącym, a w powietrzu wyczuwalny był charakterystyczny zapach.

Jak się okazało głównym punktem rozruchów był osławiony „checkpoint” 56. Niewielka grupa młodych Palestyńczyków nadal gromadziła się w jego okolicy, niekiedy ktoś rzucił kamieniem, w kilku miejscach płonęły również opony. Z drugiej strony co chwila słychać było strzały izraelskich snajperów (zapewne strzelali żelaznymi kulami pokrytymi gumą, co podobnie jak gaz łzawiący i granaty hukowe jest częstym zjawiskiem w Hebronie). I właśnie tak zakończył się kolejny dzień w tym dziwnym, mieście. Jutro sobota, dzień wolny od pracy, dzień w którym osadnicy żydowscy jak i palestyńska młodzież ma wiele czasu na wymyślanie sposobów spędzania wolnego czasu. Zapewne ponownie wstanę rano z myślą, że może będzie to zwykły nudny dzień… i zapewne szybko przekonam się, że w Hebronie nigdy nie jest nudno.

Płonące opony w okolicy CP 56.

Płonące opony w okolicy CP 56.

Reklamy
Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s