Gaz na ulicach

Zamieszki w Hebronie nie są niczym szczególnym. W pewnym sensie są one częścią tego miasta, rytuałem, swego rodzaju grą pomiędzy młodymi Palestyńczykami i izraelskimi żołnierzami. Są jednak momenty, w których sytuacja wyraźnie się zaostrza, a zwykłe rzucenie kilku kamieni i odpalenie kanistrów z gazem łzawiącym zamienia się w regularne bitwy ogarniające niemalże całe miasto.

1234262_10153288655540182_378324619_n

Poważniejsze rozruchy mają najczęściej miejsce w trakcie żydowskich świąt, gdy do Hebronu, podzielonego w 1997 r. na mocy „Protokołu Hebrońskiego” na strefę palestyńską – H1 i izraelską – H2, przyjeżdżają żydzi z całego świata. Nie inaczej było również tego roku podczas świąt Sukkot, gdy do miasta zjechało około 11 tysięcy z nich, by właśnie tu upamiętnić ucieczkę hebrajczyków z Egiptu.

Nie trudno się domyśleć jak bardzo prowokacyjna jest to sytuacja. W największym na Zachodnim Brzegu mieście, centrum palestyńskiego handlu, pojawia się nagle kilkanaście tysięcy osób, symbolizujących okupację, łamanie prawa międzynarodowego, zniewolenie i brak sprawiedliwości. Hebron jest bowiem jedynym miastem, w którym znajdują się nielegalne w świetle prawa międzynarodowego osiedla żydowskie. Jest jedynym palestyńskim ośrodkiem miejskim, gdzie część miasta jest w pełni kontrolowana przez Izrael, gdzie 500-700 osadników żydowskich stale chroni ok. 1,500 żołnierzy, policjantów i funkcjonariuszy straży granicznej.

Należy jednak sobie zadać pytanie przed kim ci osadnicy są chronieni. Czy zagrożeniem są dla nich Palestyńczycy, którzy w wyniku okupacji miasta nie mogą korzystać z części ulic, nie mogą budować ani nawet naprawiać swoich domów, uprawiać swojej ziemi, nie mogą spokojnie zbudować przedszkola dla swoich dzieci? Czy zagrożeniem są kilku- kilkunastoletni Palestyńczycy zmuszeni każdego dnia do przekraczania punktu kontrolnego (tzw. „checkpointu”) w drodze do szkoły? Czy te dzieci stanowią jakiekolwiek zagrożenie dla żołnierzy permanentnie sprawdzających ich plecaki, czy nawet piórniki, a niekiedy dopuszczający się użycia wobec nich przemocy?

Wystarczy pobyć w Hebronie kilka dni, by przekonać się, że prawdziwym zagrożeniem są sami osadnicy, w ogromnej większości fanatycy, którzy są przekonani o swojej misji i konieczności odbierania ziemi Palestyńczykom. To oni chodzą ze swymi dziećmi do synagogi niosąc na ramieniu karabin, to oni atakują międzynarodowych obserwatorów praw człowieka, w końcu to niektórzy z nich należeli do organizacji, które zostały uznane za terrorystyczne przez sam Izrael i nadal nie ukrywają swych idei, które ilustruje jeden z napisów na ścianie w strefie H2 – „Arabowie do gazu”. W pewnym sensie są oni nietykalni i wyjęci spod prawa.

IMG_4367_edited
1376316_10153297945705182_1201263908_n

Jak więc można oczekiwać, że w tak napiętej sytuacji i w tak dużym poczuciu niesprawiedliwości, z którymi każdego dnia spotykają się Hebrończycy, nie wybuchną rozruchy? Czy można mieć co do tego jakiekolwiek obiekcje gdy część miasta zostanie dodatkowo dla nich zamknięta ku uciesze tysięcy wizytujących miasto żydów? Nikt nie ma tu wątpliwości, że jeśli jak co roku podczas Sukkotu izraelska armia wkroczy bezprawnie do teoretycznie kontrolowanej przez Autonomię Palestyńską strefy H1, wybuchną tu zamieszki.

Sami Izraelczycy są świadomi, że ich poczynania wywołają gniew i sprzeciw Palestyńczyków, bo już przed świętami do miasta ściągają dodatkowe oddziały wyszkolone do tłumienia rozruchów, na ulicach pojawiają się snajperzy, a nawet członkowie oddziałów specjalnych. Na czas świąt zamykany jest również dostęp do meczetu Abrahama, który staje się w te dni synagogą, a przylegające do niego tereny, miejscem wielkiego festynu tylko dla żydów. Mieszkający w okolicy palestyńscy muzułmanie nie są mile widziani, a w zasadzie w ogóle nie mają możliwości normalnie funkcjonować. Wiele domów jest w tym czasie okupowanych przez armię pod pretekstem utrzymania porządku i względów bezpieczeństwa. Nikt nie zadaje sobie trudu, by pomyśleć czy osoby wypędzone na czas świąt maja gdzie się podziać, nikt nie raczy nawet przeprosić za „niedogodności”, nie wspominając o jakimkolwiek zadośćuczynieniu, które w demokratycznym kraju – za jaki uważa się Izrael – byłoby czymś jak najbardziej naturalnym.

Tegoroczny Sukkot w Hebronie był jednak szczególny. Stopniowo podgrzewana atmosfera i spontanicznie wybuchające rozruchy osiągnęły swoje apogeum w momencie, gdy izraelskie wojsko nakazało zamknięcie dla Palestyńczyków części centrum i umożliwiło żydowskim „turystom” marsz do jednego ze świętych dla żydów miejsc, znajdujących się w strefie H1. Gdy pierwsi z nich ostentacyjnie weszli na tereny palestyńskie (tzw. strefę A, do której wg prawa izraelskiego nie mają wstępu) i podczas swego marszu wykonywali prowokacyjne gesty w kierunku palestyńskiego tłumu, zawrzało. W stronę oddziałów izraelskich służb siłowych poleciały kamienie. Odpowiedź była błyskawiczna, granaty hukowe, gaz łzawiący i strzały snajperów kulami pokrytymi gumą na moment odepchnęły tłum, lecz po chwili wybuchła regularna bitwa.

1240273_10153289144780182_126338172_n
1237799_10153285139370182_1200490620_n

Po kilku godzinach starć w centrum Hebronu (tzw. Bab al-Zawija), zamieszki wybuchły również w okolicach checkpointu 209, znajdującego się niedaleko meczetu Abrahama, gdzie tego dnia żaden Palestyńczyk nie miał wstępu. To właśnie tam doszło do tragicznego zdarzenia, w wyniku którego zginął izraelski żołnierz. Media momentalnie podały wiadomość, że został on postrzelony przez palestyńskiego snajpera-terrorystę, lecz do tej pory nikt nie podał oficjalnej wersji wydarzeń, nie złapano sprawcy, a kulisy całego zajścia są bardzo niejasne (nikt ze znajdujących się w tamtym miejscu obserwatorów nie słyszał strzału).

To tragiczne zdarzenie nie przerwało jednak festynu, nie zaburzyło zabawy tysięcy żydów przybyłych do Hebronu. Jak zauważył jeden z Palestyńskich aktywistów i obrońców praw człowieka „żydowskie święta są bardzo wesołe dla osadników, lecz niezwykle smutne dla Palestyńczyków”. Jak się później okazało te słowa okazały się prorocze. Izraelskie wojsko zamknęło wszystkie wyjazdy z miasta, aresztowano około 150 młodych Palestyńczyków, zatrzymano wielu obserwatorów międzynarodowych przebywających w miejscu zdarzenia, kompletnie zamknięto strefę H2 uniemożliwiając wielu osobom powrót do swych domów.

Na tym się jednak nie skończyło. Niemalże od razu po podaniu informacji o śmierci izraelskiego żołnierza, premier tego kraju, Benjamin Netanjahu wydał oświadczenie, w którym zezwolił osadnikom na zajęcie kolejnego palestyńskiego domu w Hebronie, co oznacza powstanie kolejnego nielegalnego osiedla żydowskiego w tym mieście.

Ten gest izraelskiego premiera pokazuje intencje jego rządu, które są dalekie od chęci pojednania z Palestyńczykami, a wyraźnie sprzyjają osadnikom żydowskim łamiącym notorycznie prawo międzynarodowe i będącym jedną z głównych przeszkód do zakończenia konfliktu między zwaśnionymi narodami. Dodatkowo Netanjahu zamiast próbować wyciszyć pobudzone emocje obu stron jedynie dolał oliwy do ognia.

Oczywiście można podnosić tu argumenty, że Palestyńczycy nie powinni wszczynać zamieszek, obrzucać izraelskiej armii kamieniami, a już na pewno nie strzelać do żołnierzy (choć nadal jest to jedynie hipoteza). Bezsprzecznie takie zachowanie nie sprzyja pokojowej atmosferze, lecz nie można zapominać, kto jest w tym sporze okupantem, kto jawnie prowokuje i na oczach całego świata z uśmiechem i pogardą łamie prawo międzynarodowe. Bez względu na sympatie i punkt widzenia, bez względu na rozłożenie akcentów i przypisywanie jednej czy drugiej stronie win i prawa do obrony swoich interesów jedno jest pewne – obecna sytuacja w Hebronie pokazuje, że osiągnięcie jakiegokolwiek sprawiedliwego porozumienia między Izraelczykami i Palestyńczykami jest niemożliwe i nie zmienią tego zabiegi amerykańskiej administracji. Dopóki podstawowe prawa ludzi zamieszkujących te tereny będą łamane, dopóki nie będą oni traktowani jak ludzie, dopóty będą oni w ten czy inny sposób starali się walczyć o swą godność i prawo do normalnego życia.

1374725_10153288743935182_21703167_n
1374962_10153289132905182_531802347_n
1375029_10153289074350182_1799591085_n
1184917_10153289069405182_205941102_n
578643_10153288847545182_1169469018_n
1186683_10153285199660182_996703488_n
1238210_10153288826195182_1914281889_n

Advertisements
Zwykły wpis

2 thoughts on “Gaz na ulicach

  1. Pingback: Zamieszki w Hebronie – 22.09.2013 | olives in hebron

  2. Renata pisze:

    To jest karygodne, żeby w dzisiejszych czasach tak straszne rzeczy się działy, czemu świat na to spokojnie patrzy i nic nie robi ???? Pomóżmy wszyscy Palestyńczykom, proszę, każy jak potrafi, może założenie fundacji międzynarodowych, jakiś ogólnonarodowy ruch, wszystko co by pomogło jest wskazane, potrzeba solodarności narodów, ludzi dobrej woli, zróbmy coś z tym, tak dalej być nie może to jest tak strasznie nieludzkie !

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s