Kamizelki nie są w modzie

Jednym z głównych zadań uczestników programu EAPPI jest tzw. „protective presence”, czyli bycie obecnym i widocznym w miejscach, w których może dochodzić do łamania praw człowieka. Taka „obecność” ma na celu danie do zrozumienia, że każde naruszenie prawa zostanie odnotowane i uwiecznione w formie zdjęć czy filmów. Ma także spowodować, że izraelski żołnierz czy policjant choć przez chwilę zastanowi się czy warto nadużywać swojej władzy względem Palestyńczyków. By nikt nie miał wątpliwości, że ma do czynienia z obserwatorami praw człowieka, wszystkie organizacje działające na terenie Zachodniego Brzegu Jordanu mają specjalne kamizelki ze swoim logo i skrótem nazwy.

Wspomniane kamizelki zazwyczaj świetnie spełniają swoje zadanie, zarówno Palestyńczycy jak i izraelscy żołnierze rozpoznają poszczególne organizacje, mają przynajmniej ogólne pojęcie o ich działalności i zadaniach. Nierzadko spotyka się Palestyńczyków, którzy dziękują za obecność na Zachodnim Brzegu i doceniają starania obserwatorów co dodatkowo motywuje do pracy i pozwala niekiedy ponownie uwierzyć w zasadność wykonywanych zadań.

Noszenie logo organizacji monitorującej prawa człowieka może jednak przysporzyć również problemów. Miejscem gdzie międzynarodowi obserwatorzy od pewnego czasu nie są mile widziani są okolice meczetu Abrahama w Hebronie. Choć przez długi czas nie było żadnych przeciwwskazań, by nosić odpowiednio oznaczone ubrania, od kilku miesięcy ta kwestia stała się niezwykle istotna dla izraelskiego wojska i policji. Zgodnie z zapewnieniami stacjonujących tam sił izraelskich istnieje rozkaz zabraniający działaczom i wolontariuszom poszczególnych organizacji zaznaczania w ten sposób swojej obecności w okolicach meczetu (jedyną uprawnioną do tego organizacją jest TIPH).

Oczywiście nikt nie jest w stanie udowodnić, że powyższy rozkaz istnieje, nikt go nie widział w formie pisemnej, co więcej, niekiedy nie jest on przestrzegany przez samych żołnierzy, którzy nie zwracają uwagi na to czy ktoś nosi kamizelkę z logo czy nie.

Istnienie takiego rozkazu wydaje się mało prawdopodobne również ze względu na fakt, iż byłby on całkowicie irracjonalny. Z jakiego powodu mianoby bowiem zabronić noszenia takiego czy innego ubioru nie urażającego uczuć religijnych żadnej ze stron i nie będącego w sprzeczności z miejscowym sposobem ubierania się? Czym różni się kamizelka z nazwą organizacji działającej na rzecz praw człowieka od tej z logo jednej z drużyn piłkarskich (dla Palestyńskich chłopców istnieją jedynie Real Madryt i FC Barcelona)? Trudno sensownie odpowiedzieć na te pytania.

Nie potrafią na nie odpowiedzieć nawet sami policjanci i żołnierze stojący na punktach kontrolnych. Ich jedynym wytłumaczeniem jest powtarzane jak mantra zdanie „taki mam rozkaz wydany przez dowódcę”. Gdy natomiast będziemy kontynuować rozmowę i twardo obstawać przy tym, by domniemany rozkaz został w jakikolwiek sposób potwierdzony szybko usłyszymy „takie jest prawo i jeśli się nie dostosujecie zostaniecie aresztowani”.

Ciekawym doświadczeniem jest również spotkanie z osobą pełniącą danego dnia funkcję dowódcy. Choć można byłoby się spodziewać jasnych i konkretnych informacji dotyczących podstaw wydania takiego a nie innego rozkazu rzeczywistość jest zupełnie inna. Podczas ostatniego monitorowania dostępu Palestyńczyków do hebrońskiego meczetu Abrahama dowódca policji używając niewybrednych słów wrzeszczał po angielsku i hebrajsku na grupę obserwatorów wyrzucając ich poza punkt kontrolny. Efektem jego teatralnego zachowania było to, że aktywiści monitorowali „checkpoint” z odległości 20-30 metrów.

Nie ma wątpliwości, że przedstawiona powyżej sytuacja ma na celu jedynie utrudnić obserwatorom wykonywanie ich zadań, by wywrzeć na nich presję, sprowokować ich, a nawet aresztować i deportować do kraju pochodzenia, tak jak to miało miejsce kilka tygodni temu w przypadku jednej z kanadyjskich aktywistek. Ma ona także pokazać obserwatorom, ale i Palestyńczykom, kto tu rządzi, bez względu na to czy światowa opinia publiczna dowie się o poczynaniach Izraela czy też nie.

Ciekawe jest również to, że problem z noszeniem kamizelek dotyczy jedynie okolic meczetu Abrahama w Hebronie, mieście w którym nieustannie działa wiele organizacji na rzecz ochrony praw człowieka i każda z nich używa tego rodzaju oznaczenia swojej obecności. Pozostaje jedynie domniemywać, że zdaniem izraelskiej policji i wojska kamizelki wyszły już z mody i stopniowo należy zmieniać garderobę.

dowódca po wyrzuceniu aktywistów z okolic wejścia do meczetu Abrahama

dowódca po wyrzuceniu aktywistów z okolic wejścia do meczetu Abrahama

widok z pierwszego "checkpointu" na kolejny, znajdujący się przy wejściu do meczetu Abrahama

widok z pierwszego „checkpointu” na kolejny, znajdujący się przy wejściu do meczetu Abrahama

 

Reklamy
Zwykły wpis

One thought on “Kamizelki nie są w modzie

  1. Pingback: Hebron – 1.11.2013 | olives in hebron

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s