Welcome to Hebron

Właśnie mija mój pierwszy pełny dzień w Hebronie – najdziwniejszym mieście jakie widziałem w swoim życiu. To co dziś zobaczyłem, a właściwie co unosi się tu w powietrzu jest nie do opisania. Mimo iż doskonale zdaję sobie sprawę z sytuacji w regionie, mimo iż spodziewałem się tego co zobaczyłem, mimo że dzisiejszy dzień był raczej wycieczką, dzięki której mogłem się trochę zorientować w topografii miasta i zadaniach, które przyjdzie mi wypełniać przez kolejne 3 miesiące – jestem bardzo zaskoczony.

Nie chodzi tu o wygląd Hebronu, który jest chaotyczny jak wiele innych arabskich miast opanowanych przez trąbiące taksówki, krzyczących sklepikarzy i chodzących w każdym kierunku jego mieszkańców. Nie mówię również o obecności uzbrojonych żołnierzy izraelskich w strefie H2. Nie zaskoczyli mnie również osadnicy, których każde spojrzenie wyrażało pogardę dla osób noszących kamizelki organizacji monitorujących prawa człowieka. To co jest specyficznego w Hebronie to jego atmosfera.

Nie da się tu przejść przez tereny pozostające pod kontrolą izraelskiej armii i zamieszkałe częściowo przez żydowskich osadników, by nie poczuć ogromnego napięcia. W gorącym powietrzu po prostu unosi się pewnego rodzaju strach, taki jaki budują twórcy horrorów przed kluczową sceną. Przejście przez ulicę, gdzie wszystkie domy wyglądają na dawno opuszczone (choć w rzeczywistości niektóre są nadal zamieszkane) i otaczająca człowieka cisza wywołuje dziwne poczucie oczekiwania na coś okropnego co zaraz się wydarzy. Świadomość, że to właśnie w tych miejscach tak często dochodzi do starć żydowskich osadników z Palestyńczykami (także dziećmi wracającymi ze szkoły) nie pozwala być tu obojętnym i bezrefleksyjnie chodzić po rozgrzanym asfalcie.

Z drugiej strony, kilkadziesiąt metrów dalej, przytłaczającą ciszę zastępuje – wydawałoby się – normalna rzeczywistość. Sklepikarze, chłopcy jeżdżący na rowerach, uliczni sprzedawcy, jacyś turyści… i punkt kontrolny z uzbrojonymi żołnierzami. Sama ich obecność nie jest tak straszna – są to zazwyczaj młodzi ludzie, często bardziej wystraszeni otaczającymi ich realiami, niż sami Palestyńczycy. Dziwne uczucie powstaje w momencie, gdy uświadamiamy sobie, że z powodu „kilku” żydowskich osadników (i polityki Izraela), te bawiące się dzieci nie mogą pojechać na swych rowerach dalej niż do wyznaczonego przez izraelskie władze miejsca. Jest to bowiem ulica, z której mogą korzystać jedynie osadnicy, jedynie oni mogą czuć się tu jak w domu i robić tak na prawdę co im się podoba, mimo iż w świetle prawa międzynarodowego nigdy nie powinno ich tu być.

Jak usłyszałem od osób z poprzedniej grupy stacjonującej w Hebronie i od członków innych organizacji, żołnierze na „checkpointach” po prostu boją się osadników i zazwyczaj w przypadku jakiejkolwiek konfrontacji z Palestyńczykami, wykonują ich polecenia lub nie reagują.

Przytłaczające są również opowieści sklepikarzy pracujących na starym mieście. Sytuacja w której się znajdują, napięcie jakie ich dotyka każdego dnia, brak jakiejkolwiek stabilności i możliwości zaplanowania jutra jest nie do pozazdroszczenia. To wszystko dopełnia obraz Hebronu, miasta zamieszkałego przez około 200.000 Palestyńczyków i 500-800 osadników żydowskich, które w samym jego historycznym centrum przypomina miasto duchów.

Shuhada St.

Shuhada St.

IMG_0989

IMG_1132

osiedle żydowskie - Kiryat Arba

osiedle żydowskie – Kiryat Arba

Reklamy
Zwykły wpis

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s